wtorek, 5 maja 2009
czytam cz.2 Charles Bukowski "Kobiety"
niedziela, 3 maja 2009
Piątek w piątkach, czyli Daniel Drumz gra rap w 55
weekend majowy zapisze się w mojej pamięci w postaci lenistwa i imprezy w klubie 55 w piątek. tak naprawdę była to jedyna ciekawa propozycja na weekend w stolicy. ale jak zwykle po kolei.
na miejscu byłem o 22.coś i hm zastałem ochronę, barmanów i djów. not nice. postanowiłem uzupełnić płyny eksploatacyjne w pubie i wrócić. ok północy wszystko już miało jakieś tam ręce i nogi. niestety nie jestem pewien kto grał, ale pod kątem selekcji początkowo był to prawdopodobnie Daniel Drumz, poźniej kto inny. no i leciały rapy, same hiciory i klasyki- wieczór pod znakiem Q-Tipa i ATCQ
ale też innych gwiazd, np. Beastie Boys itp.
za to kolejna część występu, myślę, że już nie Daniela, to ukłon w stronę muzyki popularnej w szerokim tego słowa znaczeniu. chyba chcieli rozbujać publikę, która stawiła się w oszałamiającej ilości 40 osób. i poleciały jakieś conga, ale także ku mojej uciesze Depeche Mode, do których miłość odziedziczyłem w genach po ojcu:
generalnie na +, chociaż ludzie mogliby zacząć chodzić znowu do klubów. pozdrawiam sympatyczną koleżankę.
na miejscu byłem o 22.coś i hm zastałem ochronę, barmanów i djów. not nice. postanowiłem uzupełnić płyny eksploatacyjne w pubie i wrócić. ok północy wszystko już miało jakieś tam ręce i nogi. niestety nie jestem pewien kto grał, ale pod kątem selekcji początkowo był to prawdopodobnie Daniel Drumz, poźniej kto inny. no i leciały rapy, same hiciory i klasyki- wieczór pod znakiem Q-Tipa i ATCQ
ale też innych gwiazd, np. Beastie Boys itp.
za to kolejna część występu, myślę, że już nie Daniela, to ukłon w stronę muzyki popularnej w szerokim tego słowa znaczeniu. chyba chcieli rozbujać publikę, która stawiła się w oszałamiającej ilości 40 osób. i poleciały jakieś conga, ale także ku mojej uciesze Depeche Mode, do których miłość odziedziczyłem w genach po ojcu:
generalnie na +, chociaż ludzie mogliby zacząć chodzić znowu do klubów. pozdrawiam sympatyczną koleżankę.
środa, 29 kwietnia 2009
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Tatarak

Weekend
ten weekend na pewno był jednym z lepszych pod względem ilości odwiedzonych miejsc. ale po kolei:
PIĄTEK
urodziny Balsamu. o godzinie 22 nie było prawie nikogo, klub zapełnił się może w 1/4 lub 1/3. na początku grał Envee wraz z Seanem Palmerem, który chciał być w piątek czarnym raperem. udało się tylko trochę. sam Envee grał same hiciory np.
musiałem dolać trochę paliwa w postaci piwa, żeby wytrzymać do występu gwiazdy wieczoru. Kraak & Smaak zaczęli przed 1 bodajże, chociaż sam występ był dość daleki od profesjonalizmu. jeden z nich co prawda stanął przy gramofonach, natomiast drugi czasami brał do ręki mikrofon, a trzeci przez cały czas siedział z boku i palił papierosy. not nice. zaczęli całkiem w porządku, chociaż potem było różnie.
było:
albo nawet:
ale też Daft Punk. no proszę, myślałem, że artyści ich pokroju będą potrafili zabawić publikę czymś bardziej "wyszukanym".
SOBOTA
zacząłem od domówki u kolegi, by prędko przenieść się do Hydrozagadki, gdzie grali znani i lubiani J-Son i Funkoff. była to impreza teoretycznie Warszawskiej Nike, która chyba zrobiła sobie żart. właściciel był tylko na początku stawiając 2 figurki przed dj-ką, zero plakatów albo promocji, a o 23 może ze 30 osób w całym klubie. na szczęście grający stanęli na wysokości zadania grając świetne numery, np.
Jazzanova - I Can See (Holy Ghost! remix)
a także dubstep house, o którym dowiedziałem się od Funkoffa
ok. północy wszystko się rozkręciło, trochę sie pobujałem i pojechałem dalej, tym razem do Jadłodajni.
na miejscu spotkałem Bartka, ale nie doczekałem jego występu. widziałem tylko końcówkę setu Dużego Pe, który grał same houseblogowe bangery. siedzę teraz w trochę innych gatunkach (blog housami i pochodnymi jarałem się ok. rok temu), ale całkiem przednio się bawiłem. potem grali Cartel Communique pierwszorzędne mash-upy. niestety z powodu stężenia alkoholu i późnej godziny nie jestem w stanie podać przykładów. z całego pobytu w jadłodajni w głowie utkwił mi jeden kawałek, którego nie znałem wcześniej za bardzo, a który ma naprawdę niezłą część wokalną (tu remiks Skreama):
pozdrawiam wszystkich, którzy mi towarzyszyli przez weekend i przyczynili się do tego, że zaliczam go do bardzo udanych.
PIĄTEK
urodziny Balsamu. o godzinie 22 nie było prawie nikogo, klub zapełnił się może w 1/4 lub 1/3. na początku grał Envee wraz z Seanem Palmerem, który chciał być w piątek czarnym raperem. udało się tylko trochę. sam Envee grał same hiciory np.
musiałem dolać trochę paliwa w postaci piwa, żeby wytrzymać do występu gwiazdy wieczoru. Kraak & Smaak zaczęli przed 1 bodajże, chociaż sam występ był dość daleki od profesjonalizmu. jeden z nich co prawda stanął przy gramofonach, natomiast drugi czasami brał do ręki mikrofon, a trzeci przez cały czas siedział z boku i palił papierosy. not nice. zaczęli całkiem w porządku, chociaż potem było różnie.
było:
albo nawet:
ale też Daft Punk. no proszę, myślałem, że artyści ich pokroju będą potrafili zabawić publikę czymś bardziej "wyszukanym".
SOBOTA
zacząłem od domówki u kolegi, by prędko przenieść się do Hydrozagadki, gdzie grali znani i lubiani J-Son i Funkoff. była to impreza teoretycznie Warszawskiej Nike, która chyba zrobiła sobie żart. właściciel był tylko na początku stawiając 2 figurki przed dj-ką, zero plakatów albo promocji, a o 23 może ze 30 osób w całym klubie. na szczęście grający stanęli na wysokości zadania grając świetne numery, np.
Jazzanova - I Can See (Holy Ghost! remix)
a także dubstep house, o którym dowiedziałem się od Funkoffa
ok. północy wszystko się rozkręciło, trochę sie pobujałem i pojechałem dalej, tym razem do Jadłodajni.
na miejscu spotkałem Bartka, ale nie doczekałem jego występu. widziałem tylko końcówkę setu Dużego Pe, który grał same houseblogowe bangery. siedzę teraz w trochę innych gatunkach (blog housami i pochodnymi jarałem się ok. rok temu), ale całkiem przednio się bawiłem. potem grali Cartel Communique pierwszorzędne mash-upy. niestety z powodu stężenia alkoholu i późnej godziny nie jestem w stanie podać przykładów. z całego pobytu w jadłodajni w głowie utkwił mi jeden kawałek, którego nie znałem wcześniej za bardzo, a który ma naprawdę niezłą część wokalną (tu remiks Skreama):
pozdrawiam wszystkich, którzy mi towarzyszyli przez weekend i przyczynili się do tego, że zaliczam go do bardzo udanych.
czwartek, 23 kwietnia 2009
Mama Selita @ Obiekt Znaleziony
trochę spóźniony wpis, ale dzisiaj cały dzień "coś". w środę o godzinie późno wieczornej wstąpiłem do Obiektu Znalezionego na występ rzeczonego Mama Selita. To już mój drugi koncert tego zespołu, poprzedni zaliczyłem bodajże w zeszłe wakacje (wtedy zespół zaprosił do wspólnego występu plakat z Yodą) i w sumie drugi raz się nie zawiodłem, mimo że to już drugi raz poszedłem z rekomendacji znajomego (muzycznie ufam głównie sobie). Tym razem było chyba nawet lepiej. Kameralnie, może z 50 osób tuż przed zespołem, gorąca atmosfera, tłusty bas spływający po ścianach, żywiołowy wokalista (w ogóle wszyscy dawali radę -wokal, bas, gitara, perkusja)- funk wylewał się z klubu. Na pewno ogromną zaletą zespołu jest ich energia, której dają upust na żywo, szczególnie, gdy jest to taki mały koncert; studyjnie wypadają na pewno nie tak dobrze. Jeśli miałbym zarzucić sobię polską, funkową płytę do odtwarzacza, to w wypadku Mama Selita nie miałbym kompleksów wobec przedstawicieli "pryszczatego funku" z zagranicy. W Polsce też można grać covery Jamesa Browna i Red Hot Chilli Peppers ("Give it away").
wtorek, 21 kwietnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)