czwartek, 23 kwietnia 2009

Mama Selita @ Obiekt Znaleziony

trochę spóźniony wpis, ale dzisiaj cały dzień "coś". w środę o godzinie późno wieczornej wstąpiłem do Obiektu Znalezionego na występ rzeczonego Mama Selita. To już mój drugi koncert tego zespołu, poprzedni zaliczyłem bodajże w zeszłe wakacje (wtedy zespół zaprosił do wspólnego występu plakat z Yodą) i w sumie drugi raz się nie zawiodłem, mimo że to już drugi raz poszedłem z rekomendacji znajomego (muzycznie ufam głównie sobie). Tym razem było chyba nawet lepiej. Kameralnie, może z 50 osób tuż przed zespołem, gorąca atmosfera, tłusty bas spływający po ścianach, żywiołowy wokalista (w ogóle wszyscy dawali radę -wokal, bas, gitara, perkusja)- funk wylewał się z klubu. Na pewno ogromną zaletą zespołu jest ich energia, której dają upust na żywo, szczególnie, gdy jest to taki mały koncert; studyjnie wypadają na pewno nie tak dobrze. Jeśli miałbym zarzucić sobię polską, funkową płytę do odtwarzacza, to w wypadku Mama Selita nie miałbym kompleksów wobec przedstawicieli "pryszczatego funku" z zagranicy. W Polsce też można grać covery Jamesa Browna i Red Hot Chilli Peppers ("Give it away").

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz